środa, 29 czerwca 2011
Indeks glikemiczny a cukrzyca

Znaczenie indeksu glikemicznego w diecie osób z cukrzycą

Ludzie chorzy na cukrzycę powinni zwracać uwagę nie tylko na ilość węglowodanów w swojej diecie, ale także na ich rodzaj. Świadomy dobór produktów ułatwia kontrolę poposiłkowego stężenia glukozy we krwi. Udowodniono, że dieta składająca się z produktów o niskim indeksie glikemicznym przyczynia się do poprawy wrażliwości na insulinę, a co za tym idzie, do polepszenia metabolizmu glukozy i do lepszego wyrównania metabolicznego cukrzycy. Ponadto dieta o niskim IG u chorych na cukrzycę typu 2 może poprawiać parametry lipidowe osocza oraz zdolność fibrynolizy (zmniejszenie ryzyka powstawania zakrzepów).

Badania wykazały, że niski IG diety ma znaczenie w leczeniu i prewencji otyłości, cukrzycy typu 2 oraz upośledzonej tolerancji glukozy. Produkty spożywcze o wysokim IG powodują znaczne wahania stężenia glukozy we krwi po ich spożyciu. W porównaniu do diety o wysokim IG, dieta o niskim IG nie daje zjawiska poposiłkowej hiperglikemii i hiperinsulinemii, w związku z tym nie prowadzi do reaktywnej hipoglikemii i zaburzeń metabolicznych z nią związanych. Zaburzenia te manifestują się pod postacią zaburzonego odczuwania sytości, zwiększenia uczucia głodu, a w konsekwencji prowadzą do nadmiernego  spożywania pokarmu. Posiłki o niskim IG mogą wpływać na normalizację masy ciała poprzez to, że dają wczesne uczucie sytości podczas jedzenia, a także opóźniają pojawianie się uczucia głodu po posiłku.

Korzyści z komponowania jadłospisu w oparciu o produkty o niskim IG odnotowano także w przypadku osób chorych na cukrzycę typu 1. Zaobserwowano związek stosowania diety o niskim IG z obniżeniem stężenia hemoglobiny glikowanej (Hba1c) w surowicy krwi, a także z mniejszą liczbą epizodów hipoglikemii. Niższe wartości hemoglobiny glikowanej zarówno w przypadku cukrzycy typu 1 i 2 korelują dodatnio z rzadszym występowaniem i mniejszym nasileniem późnych powikłań cukrzycy (uszkodzenia oczu, nerek, układu nerwowego i krwionośnego).

Biorąc pod uwagę korzystny wpływ na profil lipidowy, a w szczególności na zdolność zwiększania frakcji HDL cholesterolu, dieta o niskim IG może być skuteczna również w prewencji chorób sercowo-naczyniowych.

Komponując dietę o niskim indeksie glikemicznym należy jeszcze mądrze dobierać produkty. Na przykład czekolada i inne słodycze lub przekąski z dużą ilością tłuszczu mają względnie niski IG, a korzystne dla zdrowia nie są. Powinniśmy wybierać produkty naturalne, jak najmniej przetworzone przemysłowo.

 

 

Literatura: dostępna u autora :)

poniedziałek, 27 czerwca 2011
Indeks glikemiczny (IG)

Definicja, metody oznaczania, czynniki determinujące wartość

Indeks glikemiczny (IG) klasyfikuje produkty spożywcze pod względem ich wpływu na glikemię poposiłkową w porównaniu do wpływu, jaki wywiera produkt referencyjny (glukoza lub biały chleb). IG jest określany na podstawie spożycia przez osobę testującą referencyjnego produktu i kilkukrotnego badania stężenia glukozy w surowicy krwi w okresie 2-3 godzin od jego spożycia. Następnie identycznie postępuje się z produktem badanym, którego porcja musi zawierać taką samą ilość węglowodanów przyswajalnych, co porcja produktu referencyjnego, zazwyczaj jest to 50 g. Kolejnym etapem jest sporządzenie wykresu odpowiedzi glikemicznej obu produktów. Indeks glikemiczny wyznacza się przez porównanie pola pod krzywą dla testowanego produktu z polem pod krzywą produktu referencyjnego. IG produktu referencyjnego jest przyjmowany jako 100, a IG produktu badanego to stosunek jego pola pod krzywą do pola pod krzywą produktu referencyjnego x 100. Im niższa wartość IG, tym mniejszy poposiłkowy wzrost glikemii.

Przyjęto podział artykułów spożywczych na trzy kategorie: te o niskim IG (IG ≤ 55), o średnim IG (IG = 56-69) i o wysokim IG (IG ≥ 70).

Jest wiele czynników determinujących wartość indeksu glikemicznego pożywienia. Produkty spożywcze bogate w skrobię, która jest łatwo trawiona przez enzymy w przewodzie pokarmowym do glukozy i w tej postaci szybko wchłaniana do krwi, zazwyczaj mają wysoki IG. Przetworzone przemysłowo produkty skrobiowe również mają wyższy IG niż produkty naturalne, gdyż są łatwiej trawione. Im większy stopień rozdrobnienia pokarmu, tym lepsza dostępność enzymów trawiennych i wyższy IG. Proces gotowania sprawia, że skrobia się rozkleja i w tej postaci łatwiej ulega hydrolizie (rozkładowi) i wchłanianiu w przewodzie pokarmowym.  Rodzaj skrobi zawartej w produkcie również ma znaczenie dla wielkości IG. Amylopektyna jest łatwiej trawiona niż amyloza, stąd rośliny z większą zawartością amylopektyny w stosunku do amylozy mają wyższy IG.

Na obniżenie wartości indeksu glikemicznego pożywienia wpływa obecność skrobi opornej*, błonnika rozpuszczalnego (pektyny), pełnych ziaren, kwasów organicznych produkowanych na drodze fermentacji, kwasu fitynowego, tłuszczu i białka. Rodzaj cukru zawartego w pożywieniu również ma istotne znaczenie dla indeksu glikemicznego. Produkty z przewagą sacharozy mają z reguły niższy IG niż skrobiowe. Dzieje się tak dlatego, ponieważ sacharoza to dwucukier złożony z cząsteczek glukozy i fruktozy. A fruktoza, jak już wiemy, ma niski IG. Skrobia natomiast to nic innego jak łańcuch złożony z samych cząsteczek glukozy. 

Foster-Powell i wsp. zebrali prawie 1300 danych pochodzących z wiarygodnych badań, dotyczących indeksu glikemicznego 750 produktów spożywczych i potraw testowanych w standaryzowanych warunkach. Dane te opublikowano w formie tabel.


*skrobia oporna - skrobia nie ulegająca trawieniu w przewodzie pokarmowym (odporna na enzymy trawienne); powstaje w wyniku ogrzewania skrobi w wysokiej temperaturze bez dostępu wody (np. prażenie płatków zbożowych).

 

Bibliografia:

dostępna u autora :)

sobota, 25 czerwca 2011
Z nocnika diabetyka

(skoro dziennik opisuje dzień, to "nocnik", jak sama nazwa wskazuje - noc :P)

Ale do rzeczy:

  1. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  2. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  3. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  4. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  5. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  6. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  7. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  8. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  9. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  10. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  11. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  12. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  13. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  14. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.
  15. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.

   (...)

   100. Już nigdy nie założę sześciomilimetrowego wkłucia na tyłek.

Wieczorem cukier sukcesywnie rósł od 87 mg/dl po kolacji do 168 mg/dl przed północą. Dałam 0,5 j korekty myśląc, że to wina niskiego IG tejże kolacji. Nie mogłam spać. O drugiej zmierzyłam cukier i było 210 mg/dl. Nie, niemożliwe, kolejny pomiar: 215 mg/dl. Chwila zastananowienia... hmm... wkłucie nie działa? Nie no... może działa: 2 j korekty i budzik na 4.00. Ale poszłam jeszcze siusiu i przy okazji coś mnie tknęło, żeby ketony sprawdzić: "++".

O rany!! Mam prawdziwą cukrzycę!! (nawet kiedy, w odległych już czasach, chciałam się zagłodzić na śmierć, to nie udawało mi się ani jednego ketona wyhodować).

Szybka, choć nie bez wahania, decyzja: zmieniam wkłucie. Założyłam metalowe (bo szybciej) na mój wysypkowy brzuch. Swoją drogą bardzo ładna konfiguracja mi wyszła z dwóch plasterków :D. Bym się pochwaliła, ale to nie blog 18+ :P. Kolejnej korekty jednak nie dałam, bo bałam się, że ta z tyłka jednak kiedyś zadziała i w nadziei, że to zrobi, zostawiłam tamto wkłucie jeszcze w ciele. I słusznie. O 4.00 było 144 mg/dl. Usunęłam "stare" wkłucie. Potem już, do śniadania, cukier był poniżej 80 mg/dl. A rano i tak ketony jeszcze "+".

piątek, 24 czerwca 2011
Z dziennika diabetyka: piątkowe zwalczanie insulinooporności

Dwa razy po posiłkach przekroczyłam 200 mg/dl, raz nawet bardzo :/

W ramach aktywizacji swoich mięśni zrobiłam 2 rundki po 40 minut na stepperze. Jedna z hantlami. Druga z lekką gimnastyką po. Z ciekawości założyłam pulsometr i sprawdziłam, że jednak ten stepper to jakiś wysiłek jest, bo chwilami nawet przekraczałam 150 uderzeń na minutę. Zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem drętwiały mi palce u stóp. Wszytkie. Zarówno w wersji z i bez butów. Ja się tak nie bawię :/ Przymierzam się do rozpoczęcia biegania ...po raz kolejny :/ Bo jak nic nie zrobię z tymi cukrami, to one coś zrobią ze mną.

Zmieniłam wkłucie. Na tyłek założyłam, choć od dawna już tego nie praktykuję z powodu złego wchłaniania insuliny z tego miejsca. Cóż... nie zawsze uczę się na własnych błędach. Albo nie: dokładnie, kilkakrotnie sprawdzam zasadność zmiany postępowania ;) Ale tak faktycznie dziś padło na tyłek, bo na brzuchu mam wciąż jakąś dziwną wysypkę po wczorajszym opalaniu :( A na ramieniu to... no nie zawsze lubię czuć się jak cyborg i zwracać uwagę ludzi. Nic to, zobaczymy jak będzie. Korzystam ze wspaniałomyślności NFZ-tu, więc od czasu do czasu mogę zaszaleć i zmarnować wkłucie.

Dla obżartuchów: kalafior

Już na samym początku mojej przygody z cukrzycą nauczono mnie, że lepiej jest wybierać takie dania i produkty, których można zjeść dużo, bo mają mało węglowodanów i kalorii. Cukrzycowym slangiem mówiąc, takie, których dużo "wchodzi" na 1 WW (wymiennik węglowodanowy). Do tej grupy należą przede wszystkim warzywa (których do tamtej chwili nie znosiłam), niektóre owoce, nabiał i chude mięso. Dlatego staram się, aby w moich posiłkach przeważały warzywa. Unikam natomiast potraw mącznych, takich jak kluski, pierogi, naleśniki, a także ciasta. Bo po prostu "nie opłaca" mi się ich jeść dlatego, że albo porcja odpowiadająca ilości WW, które planuję zjeść byłaby mikroskopijna, albo do satysfakcjonującej mnie porcji musiałabym wlać w siebie morze insuliny, a i tak nie osiągnęłabym prawidłowych glikemii. Wyjątki robię przy wielogodzinnym wysiłku fizycznym. Wtedy wszelkie węglowodany są pożądane ;)

Dziś zafundowałam sobie kalafiorowy misz-masz. Szybko, dużo i pysznie :) 4 WW i 1,8 WBT.

KalafiorKalafior (połowę dużego) dzielimy na różyczki, myjemy i gotujemy na parze 10-15 minut. W tym czasie gotujemy 50 g razowego makaronu wg przepisu na opakowaniu, kroimy 80 g szynki z indyka w kostkę, kroimy w cienkie słupki lub ścieramy na tarce 30 g sera żółtego, rozgrzewamy piekarnik (jeśli, jak ja w tej chwili, nie mamy mikrofalówki).

Kiedy kalafior się ugotuje, przekładamy go do naczynia żaroodpornego, mieszamy z makaronem, szynką, ulubionymi ziołami, posypujemy serem i wstawiamy do piekarnika w celu roztopienia sera i odparowania nadmiaru wody (ok 15 minut).

Przekładamy na talerz i jemy :)


Dieta dla cukrzyków

Zdaniem dietetyka:

Obecnie uważa się, że dieta osób chorych na cukrzycę nie powinna odbiegać od diety zalecanej dla wszystkich zdrowych ludzi. Niezależnie od występowania chorób współistniejących, osoby z cukrzycą mają przestrzegać tych samych zaleceń dietetycznych, co ludzie zdrowi.

Jednakże, z uwagi na to, że dieta jest kluczowym elementem wyrównania metabolicznego cukrzycy, chorzy powinni zwracać szczególną uwagę na to, co spożywają. Niekontrolowane odstępstwa od wyznaczonego planu żywieniowego mogą w istotny sposób pogorszyć stan zdrowia chorego.

Istnieją pewne reguły, których znajomość znacznie ułatwia osobom z cukrzycą zarówno właściwe kontrolowanie glikemii, jak również przestrzeganie zaleceń dietetycznych bez poczucia straty wynikającego z narzucenia sobie zbyt restrykcyjnej diety. Poznanie tych reguł i zasad racjonalnego żywienia w cukrzycy wymaga akceptacji oraz zaangażowania ze strony pacjenta.

Dlatego też elementem nierozerwalnie wiążącym się z optymalną kontrolą cukrzycy jest edukacja żywieniowa pacjenta. Znajomość podstaw żywienia jest niezbędna do prawidłowego planowania i przygotowywania zdrowych, pełnowartościowych posiłków. Edukacja taka powinna być prowadzona w wyspecjalizowanych ośrodkach diabetologicznych przez wykwalifikowanych edukatorów diabetologicznych bądź doświadczonych dietetyków. Personel medyczny powinien wyposażyć pacjenta z cukrzycą w niezbędne materiały edukacyjne oraz narzędzia przydatne do prawidłowego komponowania diety wkrótce po zdiagnozowaniu choroby.

Tylko rzetelna wiedza na temat zasad racjonalnej diety, produktów żywnościowych oraz znajomość własnej choroby pozwala na prawidłowe wyrównanie glikemii i tym samym zapobiega lub odwleka w czasie powstanie późnych powikłań cukrzycy.

opaska

Z punktu widzenia osoby z cukrzycą typu 1:

Wiedza o wartości odżywczej posiłków jest absolutnie niezbędna, aby dopasować odpowiednią dawkę insuliny. Bez znajomości składu tego, co mamy na talerzu, wyrównanie cukrzycy to takie "błądzenie w ciemnościach". Warunkiem jednak jest znajomość swojego zapotrzebowania na insulinę i wiemy ile musimy podać jednostek na 1 WW i 1 WBT. Sama dieta jednak nie wystarczy.

Cukrzyca często jednak jest chorobą nieprzewidywalną. Czasem skrupulatne wyliczenia zawartości węglowodanów, białka i tłuszczu w posiłkach nie przynoszą zadowalającego efektu, bo jest wiele innych czynników wpływających na stężenie glukozy we krwi. Jednakże baczna obserwacja własnego organizmu, częste pomiary glikemii, analizowanie wyników i wyciąganie wniosków na przyszłość pozawala, w pewnym zakresie, na wcześniejsze przewidzenie tego, co wydarzy się z naszym cukrem. Bo na nic nie zda się mierzenie poziomu cukru (tak, tak... profesor Szczygieł mawiał, że "poziom" to jest wody w Wiśle w Zawichoście, a we krwi mamy "stężenie") nawet pietnaście razy na dobę, jeśli codziennie powielamy te same błędy i nie wyciągamy z nich nauki na przyszłość.

Największą trudnością jest osiągnięcie dobrych wyników, kiedy do gry wchodzą szalejące hormony. Tu czasem jesteśmy bezsilni... Ale nie całkowicie bezradni. Kluczem do sukcesu jest szybkie opanowanie sytuacji i ...wysiłek fizyczny. Bez niego nie mamy szansy na dojście do porozumienia z cukrzycą. Ale i tu jest konieczność wyposażenia się w należytą wiedzę na temat tego jaki wpływ ma wzmożony wysiłek fizyczny na nasze stężenie glukozy, na działanie insuliny której używamy, jak modyfikować dawki i komponować posiłki.

Tylko nauka na sobie samym, uczenie się na własnych błędach, da nam jednoznaczne odpowiedzi na to jak mamy postępować ze swoją cukrzycą. Lekarze, dietetycy są po to, by wyposażyć nas w niezbędne narzędzia (głównie wiedzę) do pracy z własnym organizmem. Wyznaczają nam podstawę, na której później już sami musimy własną cukrzycę "uprawiać". Pod tym względem ich rola jest nieoceniona. Wyznaczają nam kierunki działań, a w chwilach niepowodzeń służą pomocą w poszukiwaniu nowych rozwiązań. Tak być przynajmniej powinno...




środa, 22 czerwca 2011
Z dziennika diabetyka: środa i leniwa Apidra

Dziś jest taki dzień, w którym insulina powiedziała, że ma mnie w d... i działać normalnie nie będzie, bo jej się nie chce. Leniwa jest. Apidra jest leniwa. Działa jak Humulin R. I jemu podobne.

Wstałam o 10.00 z hakiem i było 145 mg/dl - tu się nie bawiłam, dałam od razu 3 j insuliny. Po ponad godzinie śniadanie 4 WW + 1,5 WBT i na to 4 j w bolusie normalnym (tuż przed cukier 122 mg/dl). 

Po dwóch godzinach 268 mg/dl (jaja... nie ważne czy wezmę 1j czy 2 j insuliny na 1 WW tak zawsze ten sam pułap osiągnę). Nie mam siły na ćwiczenia tuż po śniadaniu. Wtedy mi się najlepiej myśli i wtedy piszę... :(

Nic to... 25 minut spaceru, potem zakupy. Po godzinie od poprzedniego pomiaru 180 mg/dl, a o 16.00 98 mg/dl. Tu zjadłam batonika musli (ok. 1,5 WW) i 1,5 j insuliny.

O 17.40 było 133 mg/dl (godzinkę z kawałkiem po batoniku) i tu zjadłam 4,5 WW + ok. 1,5 WBT. Na to dałam 4,5 j w bolusie normalnym.

Po dwóch godzinach 289 mg/dl :| Super... 2j korekty. A przecież nie siedziałam na tyłku, tylko piekłam te cholerne ciastka :/

No tak... dziś 15. dzień cyklu. Przez następne dwa tygodnie będzie już tylko gorzej :(

Żyć mi się nie chce.

Tagi: Apidra
20:43, alicja_86
Link Dodaj komentarz »
Ciasteczka owsiane

Miałam ten eksperyment zrobić wczoraj, jak wygrzebałam tagatozę (i przy okazji imienin, o których istnieniu pamięta tylko mój tata), ale jakoś zabrakło czasu... Zabrałam się za nie dziś.

Przepis zaczerpnęłam ze strony www.zwegowani.pl, ale zmodyfikowałam go na swoje potrzeby.

Składniki:

- 250 g płatków owsianych górskich

- 120 g mąki graham (pszenna typ 1550)

- 100 g margaryny do pieczenia, ja używam Kasi (w oryginale było masło)

- 30 g słodzika Tagatesse (zamiast 60 g cukru)

- 2 duże jaja

- czubata łyżeczka proszku do pieczenia

- cukier waniliowy

- szczypta soli

owsiane

Wykonanie:

  1. Na patelni roztapiamy margarynę/masło, wsypujemy płatki owsiane i rumienimy je lekko. W oryginalnym przepisie pod koniec płatki posypujemy cukrem i mieszamy aż się rozpuści. Zrobiłam tak z Tagatesse, ale zbił się w grudki. 
  2. Zrumienione płatki przesypujemy do miski.
  3. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia, dodajemy cukier waniliowy i szczyptę soli.
  4. Wsypujemy sypkie składniki do płatków, dodajemy rozmącone jajka i dokładnie wyrabiamy.
  5. Z masy formujemy w dłoniach kulki i rozpłaszczamy je na cienkie placuszki. Układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Jeśli chcemy ciastka równej wielkości, to przykryte papierem ciasto rozwałokowujemy na wysypanej mąką stolnicy i wykrawamy szklanką ciasteczka.
  6. Pieczemy w temperaturze 160ºC przez 15 minut.

owsiane

 

Z racji tego, że nie wiem w jakiej temperaturze piecze mój piekarnik ani w ogóle jak on piecze, to ciastka mi się lekko przypaliły, od spodu :/ Wyczytałam też wczoraj, że tagatoza przy pieczeniu daje bardziej brązowy kolor niż sacharoza. W smaku całkiem niezłe lecz trochę za mało słodkie jak na mój gust. Nie ma to jak zwykły cukier ;) Nie wiem na jakim etapie powinno się dodać ten słodzik, bo powstałe grudki po dodaniu jajka zrobiły się twarde jak kamienie i co większe po prostu wybrałam... Wniosek z tego taki, że akurat do tego przepisu Tagatesse się chyba nie nadaje :/

wtorek, 21 czerwca 2011
Tagatoza - co to takiego?

tagatozaNowinki wśród żywności to coś, co dietetycy lubią najbardziej. Jakiś rok temu w przypływie gotówki postanowiłam wypróbować nowy wówczas na polskim rynku "słodzik" - tagatozę (Tagatesse). Bo niby do pieczenia się nadaje. Użyłam jej kilka razy i jakoś tak z braku natchnienia na pieczenie sama powędrowała w najdalszy kąt kuchennej szafki. Ale co to właściwie jest tagatoza? Bo sądząc z opisu na opakowaniu oczywiście jest super hiper ekstra zbawieniem dla cukrzyków i osób odchudzających się. Ja tam w takie bajki z reguły nie wierzę...

Z czeluści Internetu:

Tagatoza jest naturalnie występującym sześciowęglowym jednocukrem budową podobnym do fruktozy. W niewielkich ilościach jest obecna w mleku i jego przetworach. Jest w 92% tak słodka jak sacharoza, ale z racji tego, że człowiek nie potrafi jej w pełni zmetabolizować, wartość kaloryczną tagatozy określa się na 38% kaloryczności sacharozy (ok. 1,5 kcal/g vs 4 kcal/g). Z powodu tego, że jest inaczej metabolizowana minimalnie podnosi stężenie glukozy i insuliny we krwi. Ponadto nie powoduje próchnicy zębów.

W 2001 roku tagatoza została uznana przez FAO/WHO za substancję bezpieczną dla zdrowia pod warunkiem stosowania zgodnie z przeznaczeniem. Nie jest sztucznym dodatkiem do żywności, stąd nie musi spełniać wymagań dla tych środków (np. nie ma określonego dziennego limitu spożycia (ADI), nie ma też nadanego numeru "E").

Na skalę przemysłową tagatoza jest pozyskiwana z laktozy. Najpierw laktoza zostaje zhydrolizowana do glukozy i galaktozy. Następnie galaktoza w środowisku alkalicznym przy pomocy wodorotlenku wapnia jest przekształcana w D-tagatozę. Końcowym etapem jest wyodrębnienie z powstałej mieszaniny poprzez krystalizację czystej tagatozy, która wyglądem przypomina zwykły cukier stołowy.

W jelitach wchłaniane jest do krwioobiegu około 20% zjedzonej tagatozy. Reszta służy za bardzo dobrą pożywkę dla mikroflory jelitowej. Z tej wchłoniętej części 15% jest wydalane z moczem, a pozostała część zostaje zmetabolizowana w taki sam sposób jak fruktoza. Odbywa się to jednak dużo wolniej, gdyż organizm ludzki nie jest przystosowany do trawienia tagatozy. Z tego też powodu tagatoza, która nie zostanie zmetabilizowana jest całkowicie wydalana z organizmu (nie kumuluje się w tkankach).

Z informacji na opakowaniu Tagatesse:

Skład: tagatoza 39,9%, izomalt, błonnik pokarmowy: inulina i oligosacharydy, sukraloza (0,02%). Na mikroskopijnej nalepce z polskim tłumaczeniem w składzie występuje jeszcze tajemniczy actilight® czyli fruktooligosacharydy. Jest więc rozbieżność w składzie, bądź niedbałość importera...

Nadmierne spożycie może wywołac efekt przeczyszczający.

Na oryginalnym opakowaniu jest informacja, że nie należy Tagatesse poddawać temperaturze wyższej niż 160°C.

Wartość odżywcza 100 g produktu:tagatoza dla diabetyków

wartość energetyczna: 275 kcal/1150 kJ

białko: 0,0 g

węglowodany: 79,8 g, w tym:

- tagatoza: 39,9 g

- poliole: 39,9 g

tłuszcz: 0,0 g

błonnik pokarmowy: 20,1 g

Indeks glikemiczny: 7,5

Na "nalepeczce" importera jest napisane, że to produkt dla osób, które nie mogą jeść cukru, chcą schudnąć bądź prowadzą zdrowy styl życia. Jest słodzikiem odpornym na temperaturę. Nie daje negatywnych skutków ubocznych (hmm... plączą się w zeznaniach), jest niskokaloryczny, ma indeks glikemiczny bliski zeru. Ma naturalne właściwości prebiotyczne i jest nieszkodliwy dla zębów. Ma naturalny smak i jest łatwy w użyciu.

Mnie się jednak coś tu nie zgadza. Podano, że Tagatesse ma 275 kcal w 100 g. Mnie, jakbym nie liczyła, wychodzi max. 196 kcal. Skąd ta różnica?

Czy to jest bezpieczna alternatywa dla sztucznych słodzików? Z czasem się przekonamy. Jak na razie na pewno nie jest bezpieczna dla portfela...


poniedziałek, 20 czerwca 2011
Z dziennika diabetyka: poniedziałek

Pogoda mnie zabiła...

O 7.00 otworzyłam oko i zmierzyłam cukier - 84 mg/dl, otworzyłam paszczę i wzięłam Euthyrox - nie pamiętam który.

O 9.00 wykopałam Radka do pracy otwierając drugie oko.

Potem byłam nieprzytomna.

Zdołałam się zwlec z łóżka o 11.15 - 94 mg/dl. Wziąłwszy pod uwagę fakt, że po tylu godzinach niejedzenia śniadanie będzie szokiem, podałam od razu 1j insuliny.

O 11.40 zjadłam śniadanie - 3,5 WW + 1,5 WBT. Na to 4,5 j insuliny, bo widocznie jeszcze spałam i policzyłam, że zjadam 4,5 WW. Zdałam sobie z tego sprawę po kilku godzinach...

O 13.40 było malownicze 274 mg/dl. Heh... korekty nie podałam, bo nie tędy droga, tylko poszłam na zakupy do oddalonego 500 m supermarketu. Po 70 minutach było 140 mg/dl. Potem kontynuowałam swoją twórczą pracę i nie chciało mi się myśleć o jedzeniu (dobry sposób :D).

Tak mi dobrze szło, że o 17.35 miałam bezobjawowe 57 mg/dl przed kolejnym posiłkiem (4,5 WW + 1 WBT - 4j insuliny). Zauważyć trzeba zjazd o 220 mg/dl bez korekty przy bazie 0,2 j/h. I co ja mam z tym zrobić? Wątpię bym miała bezobjawowe "hipo" po śniadaniu, pomimo teoretycznie zbyt dużej dawki insuliny. Myślę, że go tam nie było... Ja jeszcze przed jedzeniem czułam, że święci się wyrzut wątrobowego glikogenu. Bo to tak bywa u mnie... :/

Heh... Coś czuję, że nadrobię zaległości kaloryczne przez wieczór :/ Ale już nie będę o tym pisać, bo nie wypada :P

A deszcz dalej pada...

 
1 , 2 , 3