piątek, 10 lutego 2012
Z dziennika diabetyka: piątek

Cyferki...

Na moje życie przez ostatni tydzień składają się wyłącznie cyferki.

Cyferki na śniadanie, cyferki po śniadaniu. Cyferki przed obiadem, na obiad i po obiedzie. Cyferki na kolację jedną i drugą. Cyferki przed snem i w nocy. Cyferki w międzyczasie.

Pompa, glukometr, waga, zegarek, budzik, kalkulator, wartości odżywcze. Wszystko to cyferki.

A gdzie smaki? Nie ma. Bo cyferki są bez smaku. Bo kiedy się na czymś skupiam, to reszta świata nie istnieje. Nawet nie bardzo chce mi się gotować :/

Chciałam cyferki, to mam.

Ale jeszcze trochę, jeszcze kilka dni i dojdę do ładu. I wrócą smaki. A cyferki same będą się sobą zajmować :)

Śniadanie dziś opanowałam zmniejszoną dawką insuliny (1,3j/WW) i jestem zadowolona. Z obiadem było gorzej (1,2 j/WW przy siedzeniu na tyłku przed kompem), nie udało się, za duży bolus i hipo po 3 godzinach. Ale to głupie, bo godzinę po jedzeniu miałam (150 - 180 mg/dl - wg różnych glukometrów :P), dwie godziny po było już 95 mg/dl, a za 45 minut 54 mg/dl. Gdybym dała mniej insuliny, to miałabym przecież ponad 200 godzinę po. Wiem, że się mierzy dwie godziny po jedzeniu. I normalnie tak robię, ale dziś sprawdziłam  z ciekawości. Gdybym tak jednak hipotetycznie zaszła w ciążę, to bym musiała mierzyć godzinę po. Godzinę po kolacji też sprawdziłam, bo czułam się "słabo". Było 116 mg/dl, a dwie godziny po: 131 mg/dl. Z tym, że tu szedł bolus przedłużony na WBT (więcej niż 2). Połowa tego, co na węglowodany w schemacie ilość WBT + 2. Ciekawe czy będzie niedocukrzenie...

Powtórzę: głupie to. Ale nie można się poddawać ;)

Właściwie to mój odwieczny problem, przez 10 lat nadal nie rozwiązany: jak mieć dobry cukier 1-2 godziny po posiłku i nie mieć niedocukrzenia w kolejnych godzinach. Propozycję diety niskowęglowodanowej odrzucam ;) Rozważam obniżenie bazy w ciągu dnia do absolutnego minimum (nawet do zera). Ma ktoś jakieś inne propozycje?

wtorek, 07 lutego 2012
Z dziennika diabetyka: bielańska diabetologia ciąg dalszy

Dzienniczek cukrzycowyMoje cukry właściwie pozostają bez większych zmian, przestałam się denerwować, to znów pojawiły się niedocukrzenia. A dawki insuliny zwiększyły się, hmmm... diametralnie. Do śniadania prawie dwa razy więcej... Zobaczymy jak to będzie działać w normalnym życiu i przy "normalnym" jedzeniu. Bo te szpitalne 1000 kcal dziennie (nie wydaje mi się, żeby było więcej), to może wystarcza, ale dla nieprzytomnego :P A nie chcę dojadać co chwila, żeby jakoś te przeliczniki insulina/WW wyklarować.

Po raz kolejny miałam spotkanie chyba z całym zespołem diabetologicznym. Usłyszałam, że chcieli by mieć więcej takich dobrze wyrównanych pacjentów. I, że ideału się nie osiągnie, zwłaszcza od razu (jak to ja bym chciała :P). I, że może coś ze mnie jeszcze będzie pożytecznego ;)

Jutro lub pojutrze mam iść do domu, a później przychodzić na konsultacje, żeby mogli się czegoś ode mnie nauczyć ;) Bo podobno najważniejsza jest współpraca: ja się uczę od nich, a oni ode mnie. Racja. Szkoda, że mojego diabetologa tam nie było...

W każdym bądź razie zostałam nieco podniesiona na duchu.

dziennik diabetyka

Nie mogę się już doczekać kiedy dostanę Dexcoma do testowania, żeby rzeczywiście zweryfikować moje zapotrzebowanie na insulinę.

dziennik diabetyka

niedziela, 05 lutego 2012
Z dziennika diabetyka: bielańska diabetologia

Tak wygląda ustalanie dawek insuliny przez Panią Doktor:

Po 3 minutach od zakończenia spotkania kartka rzeczywiście jest pomocna. Można sobie samolocik na przykład zrobić. Albo zawinąć insulinę, żeby nie zamarzła ;)

Dostałam jeszcze kilka takich czystych i miałam zrobić z nich użytek. Postanowiłam jednak wykorzystać je hiperpoprawnie, zgodnie z przeznaczeniem:

Normalnie prawie jak wydruk z programu do sczytywania danych z pompy insulinowej (na który mnie nie stać). A nawet lepszy, bo więcej przydatnych szczegółów. Bo do mnie nie ma o co się przyczepić. Przynajmniej teraz.

Statystyk jednak nie zrobię :P

Pani doktor wyliczyła jeszcze jakieś cyferki z dziwnych, z dupy wziętych wzorów. To co wyszło miało się nijak do tego, co jest u mnie.

Dalej nie mam pojęcia ile mam brać insuliny, żeby było dobrze. Tfu, nie, dobrze jest. Nie wiem jak zrobić, żeby było idealnie.

Siedzę w tym szpitalu już piąty dzień i dalej leczę się sama. Genialnie... To może niech mnie wezmą i zatrudnią. Wtedy miałoby to wszystko jakiś sens.

 



Tak, czekałam na miejsce dwa miesiące i po pięciu dniach wyjdę z niczym. No może tylko z wiedzą, że nikt nie potrafi mi pomóc. I z wiedzą, że tyroksyna nie odchudza.

Podobno jest we mnie tyle złości, że aż mi się uszami wylewa. Tak stwierdziła Pani Psycholog. Cóż, pewnie ma rację...

czwartek, 02 lutego 2012
Porada dietetyczna w szpitalu

Zasłyszane z korytarza:

- Pani doktor, ile jabłek dziennie mogę zjeść?

- Wie pan... ymmm... hmmm... zależy jak duże te jabłka.

- Jabłko to jabłko, takie normalne.

- ...

- Ze 4-5 można zjeść?

- Proszę Pana, na diecie trzeba jeść po prostu mniej, a nie pytać ile!

 

Normalnie kobieta została moją idolką :D

 

Ja bym temu panu od razu powiedziała, że dwa do trzech średnich jabłek spokojnie może zjeść, pod warunkiem, że innych owoców już tego dnia nie wciągnie.

Więcej o jabłkach już pisałam tutaj.

wtorek, 06 grudnia 2011
Policz się z cukrzycą? Nie, policz się z cukrzykami!

Świetne! Producent cukru pomaga cukrzykom! Jedynie Ministerstwo Zdrowia bym posądziła o taką absurdalną akcję :D

Policz się z cukrzycą - cukier

poniedziałek, 05 grudnia 2011
Z dziennka diabetyka: brzydki poniedziałek

Nie lubię takiej pogody... Mokro i ciemno jak w ...piwnicy. Mam depresję jak patrzę za okno.

8:25 - 90 mg/dl - przekręcam się na drugi bok i mam zamiar spać do wieczora, kiedy to ciemność będzie zjawiskiem naturalnym i będzie można normalnie funkcjonować.

11:20 - 78 mg/dl - potrzeba mocnej kawy jednak wyciągnęła mnie z łóżka.

11:45 - 5 WW + 1,2 WBT - 4,5 j insuliny w bolusie prostym i 1,0 j rozłożona na 2,5 h. Część z tego bolusa przedłużonego miała być na niski IG chleba i na brak ruchu spowodowany odrabianiem zaległości w "pracy".

13:45 - 157 mg/dl - jak dla mnie sukces. Zatrzymałam bolus przedłużony, bo wczoraj miałam podobnie i później cukier sporo spadł. Sukces spowodowany jest zapewne bezmlecznym śniadaniem (kilku kropli mleka do kawy nie liczę) i herbatką z pokrzywy wypitą po śniadaniu.

15:45 - 63 mg/dl - hmmm... Zjadłam jedną paprykę faszerowaną ryżem brązowym i mięsem z sosem pomidorowym (nie wiem ile to dokładnie WW i WBT) - po zjedzeniu podałam 4,0 j w bolusie normalnym mając zamiar wyjść z domu.

17:40 - 125 mg/dl - 1 WW - 0,5 j w bolusie normalnym i zabawa w kuchni.

19:45 - 119 mg/dl - na przymrużone oko 5 WW zakalcowatego biszkopta z jabłkami i 4,5 j w bolusie normalnym. Zupełnie nie mam pojęcia dlaczego się nie udał... :( Największy zakalec, jaki udało mi się w życiu wyprodukować :D Smakuje jak słodki omlet. Czy to wina 30-letniego miksera uruchomionego po 10 latach nieużywania? Mam nadzieję, że tak ;P

Albo to ta pogoda...

niedziela, 04 grudnia 2011
Dieta bezglutenowa i bezmleczna w cukrzycy typu 1

TwarógZ braku czasu pozwalam sobie zacytować samą siebie:

Byłam wczoraj na wykładzie dra Sa'eeda Bawy (nie mam pojęcia jak to odmienić) z SGGW. Mówił on dosyć przekonująco o zasadności zastosowania diety bezglutenowej i bezmlecznej u osób z cukrzycą typu 1. Chodziło mniej więcej o to, nasz kod genetyczny (obecność genów HLA-DQ2 i HLA-DQ-8) sprawia, że takie czynniki jak gluten lub białka mleka zwiększają przepuszczalność jelit dla innych białek, co z kolei prowadzi do "zawirowań" w układzie immunologicznym, produkcji czynników zapalnych i rozprzestrzenianie się ich po całym organizmie (przechodzą przez barierę krew/mózg).
Oczywiście dotyczy to osób, które posiadają ww geny.

Na razie nie stać mnie na badania genetyczne, ale chyba nie jest mi to potrzebne. W końcu jakiś naukowiec potwierdził moją intuicyjną teorię co do glutenu  :-) Wiecie jakie to fajne uczucie?  :-D 

Źródło: http://www.forum.mojacukrzyca.org/viewtopic.php?t=10323

Jak zdobędę dokładniejsze informacje, to opiszę zagadnienie szerzej.

Docelowo mam zamiar w swojej diecie zrezygnować również z mleka. Jednak, póki nie znajdę stałej pracy, jedynie ograniczę jego spożycie, bo całkowita rezygnacja, to jednak kosztowna zabawa. Dodając do tego dietę bezglutenową... Ekhmm... jest na sali jakiś sponsor? ;)

piątek, 25 listopada 2011
Pasztet z zielonej soczewicy

Zawsze chciałam go zrobić. I przyszedł w końcu ten moment. W Internecie jest tyle różnych przepisów, że przeczytawszy kilka postanowiłam sporządzić swój własny mix.

Składniki:

opakowanie (350 g) zielonej soczewicy

250 g marchwi

90 g selera korzeniowego

60 g pietruszki (korzeń)

80 g cebuli

10 g czosnku

45 g oleju rzepakowego

2 duże jaja

13 g skrobi ziemniaczanej

szczypta gumy-guar

65 g sosu pomidorowo-cebulowego "Roleski" (nie pytajcie :P)

10 g Vegety (nie wiem co mnie podkusiło :/)

suszona natka pietruszki, tymianek

sól, pieprz

40 g nasion słonecznika

Wykonanie:

Soczewicę gotujemy około 30 minut w dwóch objętościach wody (w razie potrzeby dolewamy wrzątek). Marchew, pietruszkę, seler obieramy, kroimy na małe kawałki i gotujemy do miękkości. Cebulę drobno siekamy i rumienimy na oleju. Czosnek drobno siekamy. Mieszamy wszystkie składniki (oprócz słonecznika) w dużym garnku i miksujemy blenderem na niezbyt gładką masę. Formę keksową wykładamy aluminiową folią (błyszczącą stroną do środka), smarujemy ją olejem i wykładamy masę. Wierzch posypujemy słonecznikiem i dociskamy go delikatnie. Pieczemy około 45 minut w średnio nagrzanym piekarniku (patyczkiem sprawdzamy czy jest w środku upieczony). Nie wyjmujemy z formy zanim pasztet dobrze nie wystygnie (najlepiej zostawić na noc).

 Pasztet z soczewicy

W taki sposób powstał mi delikatny, miękki (ale zwarty) pasztet o zdecydowanym czosnkowym aromacie. Idealny do rozsmarowania na kanapce. Dla mnie bomba! :)

Z podanych składników wyszło 1,5 kg pasztetu (chyba będę musiała część zamrozić).

100 g potrawy zawiera około 130 kcal, 18 g węglowodanów i 3 g błonnika pokarmowego. Innymi słowy 1,8 WW i 0,6 WBT.

Pasztet z soczewicy

Dobry również na ciepło, podsmażony na teflonowej patelni posmarowanej odrobiną oleju, z dodatkiem dużej ilości surówki :)

 

niedziela, 20 listopada 2011
Z dziennika diabetyka: niedziela

Park Skaryszewski9:00 - 100 mg/dl - nie ma to jak ładnie zacząć dzień ;)

Wczoraj podwyższyłam bazę o około 1,5 j w sumie.

9:45 - 3 WW i 2 WBT - bolus złożony 3 + 1 j na 4 godziny (po konsultacji z prof. Ewą Pańkowską postanowiłam wrócić do bolusów złożonych i jednak zwiększyć udział WBT w diecie)

12:00 - 89 mg/dl - bolus przedłużony zatrzymany

14:10 - 94 mg/dl - niesamowite!

14:30 - 2,2 WW i ok. 2 WBT - 2,0 j w bolusie normalnym (spacer miałam w planach)

16:20 - 181 mg/dl - 0,6 j korekty i bieg na Górkę Czerniakowską

18:00 - 108 mg/dl - 3,7 WW + 2,5 WBT - bolus złożony 3,6 + 1,2 j na 4 godziny

20:15 - 137 mg/dl

21:15 - 103 mg/dl - 40 g chipsów marchewkowych (2,4 WW) i wytrawne Martini... - 1,4 j w bolusie normalnym

23:25 - 125 mg/dl - niestety 2,5 -3 WW popcornu i 2,5 j w bolusie normalnym. Po fakcie stwierdziłam, że to trochę za dużo. Spodziewałam się hipoglikemii, ale wszystko było ok.

Wysiłek fizyczny a cukrzyca

Wprawdzie już troszkę na ten temat pisałam niedawno, ale wczoraj się wyedu-cukrzycowałam trochę na ten temat na szkoleniu w Warszawie. Przyznam się szczerze, że kilka rzeczy było dla mnie nowością. A właściwie jedna. Że hipoglikemiom podczas wysiłku zapobiegamy modyfikując bazę w pompie, a bolusów na posiłki nie ruszamy. Ja zawsze radziłam sobie tak, że dawałam mniej insuliny na posiłki, a bazę zmieniałam "trochę". Czasem więcej niż trochę (do zera), ale byłam przekonana, że tak się robić nie powinno, że baza to świętość. A okazało się zupełnie odwrotnie...

Jak obniżenie bazy nie pomaga, to trzeba dojeść 1-2 łatwoprzyswajalne WW na każdą godzinę aktywności. 

Okazało się też, że błędem po moich górskich wędrówkach było podawanie zmniejszonej ilości insuliny na kolację w obawie przed hipoglikemią po dużym wysiłku. Cóż, jak widać, człowiek uczy się całe życie i wiedzy nigdy za dużo.

Z drugiej strony, każdy radzi sobie jak mu najwygodniej, niektórzy z powodu zbyt dużego bałaganu z jedzeniem biegają na czczo... codziennie... po 10 i więcej kilometrów ;)



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11