środa, 16 listopada 2011
Światowy Dzień Cukrzycy w Warszawie

Światowy dzień Cukrzycy 2011

14 listopada 2011 roku miałam przyjemność uczestniczyć w obchodach Światowego Dnia Cukrzycy organizowanego przez PTD w Warszawie. Po powitaniu, słowie wstępnym L. Czupryniaka i wystąpieniu K. Strojka oraz projekcji filmu "Cukrzyca - 20 lat edukacji w Polsce" nastąpiło wręczenie nagród PTD Bene Mellitus (tu pozwolę sobie przytoczyć cytat ze strony Koalicji Na Rzecz Walki z Cukrzycą):

14 listopada w Warszawie prof. Leszek Czupryniak, prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, wręczył nagrody "Bene Melitus" ks. Arkadiuszowi Nowakowi, pomysłodawcy "Koalicji na rzecz Walki z Cukrzycą", oraz Jerzemu Owsiakowi prezesowi Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (WOŚP) za działalność na rzecz cukrzycy w Polsce.
Nagroda dla ks. Nowaka została przyznana została za inicjatywy prowadzonego przez księdza Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, a także powołanie i działalność "Koalicji na rzecz Walki z Cukrzycą", dzięki której zwiększył się poziom świadomości społecznej na temat cukrzycy.

„Jestem od lat w swojej działalności społeczno-publicznej przekonany o tym, że wszelkie działania wspólne, szczególnie dotyczące troski o pewną grupę chorych, są o wiele lepsze i ważniejsze, niż działanie w pojedynkę „- powiedział ks. Arkadiusz Nowak odbierając nagrodę.

O działalności ks. Nowaka nie słyszałam, tak samo jak o działalności samej Koalicji. Gdzieśtam jakieś plakaty chyba wisiały, ale zbytnio nikt się nimi nie przejmował. O działalności Jurka Owsiaka zaś słyszeli chyba wszyscy. Jak zwykle zadziorny miał do powiedzenia kilka słów w tej kwestii. Aż musiałam je sobie zapisać (może niezbyt dokładnie, ale Pan Jerzy na pewno mi wybaczy):

Jerzy Owsiak

"Nikt nas nie zaprosił do Koalicji (...) nawet nie słyszałem o Koalicji (...), my robimy po prostu swoje (...). Kupiliśmy [kobietom ciężarnym z cukrzycą] 290 pomp [insulinowych], jak trzeba to kupimy 1290 pomp - społeczeństwo wyraziło na to zgodę. (...) ale nie zapominajcie o nas". Tak zwracał się do głów diabetologii w Polsce.

Formalizowanie różnych struktur tylko spiętrza problemy. Można być "sobą" i "robić swoje" i osiągać przy tym niewiarygodne rezultaty. Ale w końcu w którymś momencie można poczuć się w pewnym sensie wykluczonym. Czy Jurek Owsiak poczuł się wykluczony? Ja jego słowa odebrałam poniekąd jak "mam was gdzieś... nie chcecie współpracować, to ja wam pokażę, że jestem lepszy niż wy wszyscy razem wzięci".

Następnie był moderowany panel dyskusyjny "Chory z cukrzycą w pracy" dotyczący problemów związanych z aktywnością zawodową diabetyków. Trochę dziwna była ta dyskusja, taka "o niczym" i oderwana od rzeczywistości pomimo udziału w niej osoby chorej. Nic nie wniosła.

W następnym moderowanym panelu dyskusyjnym pogadali sobie przedstawiciele przemysłu farmaceutycznego.

W dalszej części były wykłady merytoryczne Członków Honorowych i Członków Zarządu Głównego PTD, podczas których mieliśmy możliwość zobaczenia fragmentów filmu o Fredericku Bantingu z komentarzami prof. Czupryniaka.

Potem dobre żarcie i do domu ;)

A jak się nieco ściemniło, to Pałac Kultury i Nauki uczcił swoim kolorem nasze święto:

PKiN na Światowy Dzień Cukrzycy

wtorek, 15 listopada 2011
Marsz Diabetyków z Przyjaciółmi 2011

W niedzielę 13 listopada z okazji Światowego Dnia Cukrzycy (czy też Walki z Cukrzycą, jak kto woli) w Krakowie odbył się po raz kolejny:

Marsz Diabetyków z Przyjaciółmi Kraków 2011

Wzięło w nim udział kilkaset osób. Był okazją do okazania mediom, co nam na wątrobie leży najbardziej:

Marsz Diabetyków z Przyjaciółmi Kraków 2011

A także do manifestu bardziej sprecyzowanych akcji:

Marsz Diabetyków z Przyjaciółmi Kraków 2011

Marsz Diabetyków z Przyjaciółmi Kraków 2011

Po Marszu (pętle wokół Rynku i bieganie w poszukiwaniu znajomych zdołały mnie nawet zmęczyć ;)) można było skorzystać z oferty stoisk, m.in. czasopisma Diabetyk, Accu-Chek'a, BM Medical i mojego ulubionego:

MojaCukrzyca.org

Dodatkowo na Małym Rynku każdy przechodzień mógł zmierzyć sobie poziom cukru we krwi, poziom tkanki tłuszczowej, skorzystać z porad dietetyka, lekarza diabetologa i uzyskać wszelkie niezbędne informacje dotyczące cukrzycy. Niestety, ku rozczarowaniu wszystkich, z powodu niskiej temperatury powietrza niektóre aparaty (do pomiaru hemoglobiny glikowanej, cholesterolu) nie chciały działać.

W międzyczasie uczestnikom czas umilały na scenie występy młodych artystów (diabetyków), koncert, konkursy...

Aura nie była jednak sprzyjająca, zwłaszcza organizatorom od rana "sterczącym" na Rynku i o godzinie 14:00 były już pustki.  A pomyśleć, że rok temu o tej samej porze porze pogoda była wspaniała, a przede wszystkim było bardzo ciepło...

13 listopada 2011 było w Krakowie naprawdę ziiiimno, ale i niebiesko:

Warto było Tam być w ten niezwykły przeddzień World Diabetes Day. Spotkać się z Przyjaciółmi. I nosić znaczek:

MojaCukrzyca.org

poniedziałek, 14 listopada 2011
Dziś jest Światowy Dzień Cukrzycy

 

Relacje z wydarzeń wkrótce...

09:46, alicja_86
Link Komentarze (2) »
środa, 09 listopada 2011
Stop otępieniu!

Tak jak na wizytę u diabetologa, tak samo na wymianę lancetu w nakłuwaczu kiedyś przychodzi czas. U mnie z podobną częstotliwością jak wizyty u lekarza ;) Po tym jak wczoraj cztery razy się kłułam zanim poleciała krew, zdecydowałam, że może w końcu wymienię ostrze na nowe. Wzięłam więc lancet z pudełka, usunęłam stary, włożyłam nowy, zdjęłam zabezpieczenie i chciałam porównać wizualnie, czy stary rzeczywiście się stępił. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast nowego ostrza zobaczyłam tępy "kołek".

Może ktoś wie jak tym się ukłuć?

tępy lancet

Ktoś w fabryce doznał otępienia i odwrotnie włożył "drucik"?

Dobre sobie... Jakbym nie popatrzyła, to dopiero miałabym zagwozdkę dlaczego krew z palca nie leci :D Do głowy by mi nie przyszło, że nowy lancet jest pozbawiony ostrza ;)

wtorek, 08 listopada 2011
Z dziennika diabetyka: diabetolog

Wyniki pomiarów stężenia glukozy

Dziś miałam wyznaczoną wizytę u diabetologa. W życiu części cukrzyków bywają takie dni i trzeba im sprostać. Podłączyłam więc mój glukometr do komputera, ściągnęłam wszystkie 480 wyników i pięknie je wydrukowałam. Nie miałam nic do ukrycia, nawet tych 348 mg/dl po jakimś niekontrolowanym obżarstwie czy 26 mg/dl, też z mojej winy. Święta nie jestem. Wbrew pozorom. Ponadto wydrukowałam formularz potrzebny do wypisania refundowanych wkłuć do pompy insulinowej.

Dotarłam do przychodni, w rejestracji zapytałam czy moja karta jest w gabinecie i przy okazji zapisałam się na kolejną wizytę. Pierwszy wolny termin: 13 marca 2012, godz. 11:40. I jeszcze pani się zapytała czy ta godzina mi pasuje. Hahaha... Ale oni dowcipni.

No dobrze, pognałam na 3 piętro wymijając na każdym kroku panów remontujących szpital i znalazłam się pod gabinetem. Grzecznie zapytałam kto jest ostatni (bo cóż z tego, że byłam zapisana na 13:20) i usiadłam na nowiutkim krześle. Tę część przychodni już zdążyli wyremontować. Wypełniłam formularz na wkłucia (pożyczonym od przystojnego mężczyzny długopisem), bo przecież lekarz nie ma czasu na takie "pierdoły". Wolę z nim pogadać ;) Czekałam jakieś 40 minut. Niezły czas.

Pan Doktor jak zwykle z uśmiechem na twarzy powitał mnie w gabinecie. Zapytał jak się czuję, przejrzał moje wydrukowane wyniki z glukometru, poszukał w karcie wyników z laboratorium, których niestety nie było :/ (a w piątek specjalnie jeździłam oddać krew i mocz do badania). Opowiedziałam trochę o moich hipoglikemiach i że ich nie wyczuwam, o tym, że zdrowo się odżywiam i że dawki insuliny na posiłki to loteria. Szkoda, że bez nagród ;)

Jak zwykle rozmowa zeszła na moje życie zawodowe i tak dalej, próbowałam namówić go do współpracy ;) i opowiedziałam o Szkoleniu Młodych Liderów, co zaciekawiło Doktora.

Potem wypisał mi skierowanie do szpitala (znowu! bo pierwsze, z maja, chyba zgubiłam). Nie sądziłam, że nadal będzie chciał mnie na oddziale widzieć. No ale... Może wyjdzie mi to na dobre. Podobno, tak stwierdził Doktor, są w stanie mi pomóc w kwestii wyrównania cukrów. Bo, cytuję, "u Pani powinno być idealnie". Właściwie dawno byłam hospitalizowana z powodu cukrzycy. Jeszcze kiedy podlegałam pod pediatrię, bo tam praktykowano coroczny "przegląd" i w ogóle byli wyczuleni na wszelkie "perturbacje". W sumie przydadzą mi się kompleksowe badania pod kątem powikłań cukrzycy, zwłaszcza kiedy macierzyństwo zbliża się powoli (no nie napiszę "wielkimi krokami" ;)). Ale najbardziej mi się przyda CGMS, czyli ciągły monitoring glikemii. Pan Doktor obieca załatwić. Bo to być może pozwoli wykryć gdzie mam nieuświadomione hipoglikemie. Obiecał też, że postara się załatwić bezpłatną elektrodę do tego ciągłego pomiaru. Ale to oznacza, że może się nie udać. Wtedy będę musiała zapłacić jakieś 150 zł. Hmmm... nie stać mnie osobiście, więc ta elektroda jest chyba warunkiem mojego w ogóle pobytu w szpitalu.

Następnie Pan Doktor zmierzył mi ciśnienie (jak zwykle ideanie niskie) i zbadał tętno na tętnicach grzbietowych stóp (przy okazji chyba je oglądając).

Dostałam receptę na 600 pasków do glukometru i 5 fiolek/SoloStarów insuliny Apidry, której obecnie używam (ale jeśli będą problemy z dostaniem, to mam wrócić z receptą po inny analog szybkodziałający). Nie jest to dla mnie problem, bo i tak bywam na terenie szpitala niemal co tydzień.

Oczywiście zapomniałam zapytać o milion rzeczy, ale generalnie oceniam wizytę na 4+

Cały mój pobyt w przychodni przyszpitalnej trwał około godziny.

sobota, 05 listopada 2011
Hipopotem? Nie, hipo teraz, czyli hipoglikemia bezobjawowa

Hipoglikemia udokumentowana na glukometrze

Tak się kończy szybkie pochłanianie brązowego ryżu (który się, cholera, nie chciał rozgotować), a następnie spacer po galerii handlowej... Mimo, że po 2 godzinach po jedzeniu miałam 139 mg/dl. A to było jakąś godzinę później...

Czasem na niskim IG cukrzyk się może przejechać. Zwłaszcza jeśli bierze szybkodziałającą insulinę. Nawet ten "doświadczony". Wszak mówią: "pod latarnią najciemniej" ;)

Ale co dziwne, to nie miałam żadnych objawów oprócz hmm... zrzędzenia i wściekania się. No ale to objawy dnia codziennego, więc ciężko jest po nich wnioskować, że ma się hipoglikemię :P A może zawsze kiedy facet mnie wkurza powinnam mierzyć cukier? ;)

W sumie takie bezobjawowe hipoglikemie są całkiem znośne, bo... nie dają objawów :D 2/3 różowego Frugo (paskudny jest) i po 20 minutach było już 102 mg/dl i dalej rosło... :/

piątek, 04 listopada 2011
Jabłka w diecie diabetyka

jabłka renetyMamy środek jesieni, zbiory jabłek powoli dobiegają końca. Uwielbiam je w każdej postaci. Najlepsze wg mnie są "stare" odmiany, takie jak reneta, malinówka, kosztela czy koksa. Zbierałam je w sadzie będąc małym dzieckiem. Mają swój charakterystyczny smak i aromat, nie to co większość "plastikowych" jabłek z supermarketu.

Co cennego kryje w sobie jabłko?

Przede wszystkim są dobrym źródłem błonnika, zwłaszcza rozpuszczalnego (pektyn) oraz flawonoidów (kwercetyny), które pomagają w walce z hiperlipidemią, potocznie zwaną "wysokim cholesterolem", a tym samym z miażdżycą tętnic. Wiadomo powszechnie, że osoby z cukrzycą, zwłaszcza typu 2, często mają też zaburzenia lipidowe. Dzięki zawartości pektyn pomagają też na długo zwalczyć uczucie głodu. To z kolei właściwość ceniona przez odchudzających się.

Ponadto jabłka zawierają witaminę C, która uszczelnia naczynia krwionośne i wzmacnia odporność, a także trochę wit. K, B2, B6, potasu, magnezu, fitosteroli.

Z uwagi na zawartość pektyn oraz fruktozy jabłka jedzone na surowo mają niski indeks glikemiczny, dlatego są owocem polecanym dla diabetyków.

Jabłka się szybko nie psują, są łatwe w "transporcie" - można je wrzucić do torebki bez obawy, że coś się rozgniecie czy pobrudzi.

100 g tego owocu zawiera:

46 kcal

85,6 g wody

12,1 g węglowodanów ogółem

2 g błonnika, w tym 1,3 g rozpuszczalnego

znikome ilości białka i tłuszczu

"Przeciętne" jabłko waży około 200 g.

 

 

Pomimo tylu plusów, mają jednak jeden minus. Potrafią uczulać. Często się zdarza, że osoby uczulone na pyłki traw i zbóż (a tych jest coraz więcej, tak samo jak cukrzyków) nie czują się dobrze po zjedzeniu surowego jabłka. Jest to związane z krzyżową reakcją alergiczną. Najczęstsze objawy dotyczą jamy ustnej i gardła (OAS - Oral Allergy Syndrome). Są to: pieczenie i swędzenie w okolicach ust, jamy ustnej i gardła, czasem obrzęk. Może też pojawić się katar alergiczny lub bóle brzucha. Obróbka termiczna (np. upieczenie szarlotki ;)) pozwala zdezaktywować alergeny.

wtorek, 01 listopada 2011
Z dziennika diabetyka: poniedziałkowe paski do glukometru

7:30 - 98 mg/dlpompa insulinowa

8:45 - 0,5 j

9:20 - 4 WW i ok. 1,3 WBT - 3,5 j

sprzątanie, odkurzanie itp.

11:20 - 247 mg/dl - 1,0 j

Miałam jechać na wycieczkę rowerową, ale stwierdziłam, że za dużo pasków do glukometru będzie mnie to kosztować. W sobotę i tak zużyłam ich kilkakrotnie więcej niż urzędnicy nakazują. A zapasy na przyszły rok się zaskakująco szybko uszczuplają :/ Wszystko przez mającą wejść w życie 1 tycznia nową ustawę refundacyjną. Dzięki niej będę płacić miesięcznie około 100 zł więcej za paski do glukometru (jeśli nadal będę mierzyć cukier ok. 10 razy na dobę).

13:00 - 168 mg/dl - 0,5 j (jakbym nie zmierzyła, to bym zaczęła jeść, bo wydawało mi się, że cukier jest niski i znów bym miała między 200 a 300 mg/dl po obiedzie)

14:30 - 99 mg/dl - 5,5 WW i 1,7 WBT i 5,0 j w bolusie normalnym

16:30 - 182 mg/dl - jednak powinnam dać bolus złożony, a nie normalny

17:45 - 181 mg/dl - zdecydowanie powinien być złożony - 1,0 j korekty

18:10 - ok. 5 WW i 1-2 WBT - 4,5 j bolus normalny i 1,0 j przedłużony na 3 godziny

19:35 (dziwnie się czułam, jakbym miała hipo) - 187 mg/dl

20:10 - 135 mg/dl hmmm... spada szybko, jak nic nie zjem, to będzie hipo (zatrzymałam bolus przedłużony)

około 21:00 nie mierząc zjadłam jakieś 3 WW i niewiadomą ilość WBT (3 nieprzeliczone ryżowe ciasteczka) i podałam 2 j insuliny (poprzedniego dnia się sprawdziło)

Potem zjadłam jeszcze 4... :/ i 3 małe czekoladki. Podałam w sumie 4,0 j insuliny w bolusie normalnym i 1,5 w rozłożonym na 3 godziny. Godzinę po jedzeniu miałam 218 mg/dl. Nie podałam korekty, bo kalkulator bolusa mi mówił, że mam dużo insuliny w zapasie.

Obudziłam się o 3:40 z parszywym samopoczuciem: było 197 mg/dl - 1,0 j korekty.

8:10 - 154 mg/dl - 1,0 j insuliny.

Obżarstwo się zemściło. Ale uniknęłabym tego, jakbym zmierzyła wcześniej cukier. Wysoki by mnie skutecznie odstraszył od jedzenia. A tak... popuściłam wodze fantazji. A d... rośnie!

No o tak... Zużyłam 11 (słownie: jedenaście) pasków do glukometru. Czy któryś pomiar był zbędny (no może pory można było poprzesuwać)? Czy było to nadużycie samokontroli?

sobota, 29 października 2011
Z dziennika diabetyka: aktywność fizyczna a cukrzyca

Przejechałam dziś rowerem 50 km. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie jego 16-calowe koła, brak biegów i amortyzacji oraz niewygodne siodełko. No ale tak się złożyło, że kobiety czasem błądzą, nawet (a raczej zwłaszcza) w towarzystwie mężczyzn.

Śniadanie (o 10.00) zjadłam normalne (jogurt z dodatkami - 5 WW) i podałam normalną dawkę insuliny (5,0 j). Wyruszyliśmy nieco ponad godzinę po posiłku. Cukier wtedy wynosił 83 mg/dl, więc zjadłam ogromniaste, 350-gramowe jabłko. Czterdzieści minut wcześniej obniżyłam bazę w pompie do 50% na 5 godzin.

Po godzinie jazdy znów miałam 83 mg/dl. Postanowiłam trochę jeszcze pociągnąć na tym jabłku, ale po kilku, kilkunastu minutach poczułam, że jednak zbyt komfortowo się z tym nie czuję i zaczęłam jeść żelki, które specjalnie kupiłam na tę okazję. I tak sobie je jadłam w ogóle nie podając insuliny, a cukier dopiero o 16.00, przy 4 ostatnich sztukach osiągnął wartość 144 mg/dl (wcześniej cały czas oscylował w okolicach 110 mg/dl). Podałam 2 j insuliny, a czekało nas jeszcze jakieś 45 minut "docierania do domu".

W domu już, po odpoczynku (o 17.15) na glukometrze było 76 mg/dl. Tu wpadł 3,5-wymniennikowy rosołek i 2,8 j insuliny.

Jak więc widać, można zeżreć paczkę żelków i duże jabłko (razem 10 WW) prawie nie podając na to insuliny. Ruszać się tylko trzeba ;) Można też się nie ruszać, podać insulinę i obrastać w tłuszczyk. Tylko co lepsze? Co przyjemniejsze?

W takiej scenerii każdy cukrzyk na rowerze czuje się bezpiecznie:

Buraki cukrowe

Buraki cukrowe

Byleby tylko go odróżnili przy załadunku :P


czwartek, 27 października 2011
Ciasto twarożkowe bez dodatku cukru i tłuszczu

Ciasto twarożkowe bez cukru

Proste, smaczne, aromatyczne...

Składniki:

500 g mąki razowej (moja wersja: 200 g mąki ryżowej, 60 g otrębów ryżowych, 150 g mąki kukurydzianej, 80 g mąki gryczanej, 10 g gumy guar)

500 g serka homogenizowanego 0% tłuszczu

2 jaja

25 g proszku do pieczenia (u mnie bezglutenowy)

szczypta soli

2/3 łyżki utartych liści stevii

50 g rodzynek

otarta skórka z 1 cytryny i 1 pomarańczy

1,5 szklanki wody

Ciasto twarożkowe bez cukruWykonanie:

Wsypujemy rodzynki do miseczki i zalewamy wrzątkiem. Jaja ubijamy w misce, dodajemy mąkę, wodę, sól, proszek do pieczenia, serek homogenizowany, stevię i wyrabiamy jednolite ciasto. Odstawiamy na pół godziny. W tym czasie szorujemy i sparzamy wrzątkiem cytrynę i pomarańczę. Ścieramy z nich skórkę tarką o małych oczkach ("do sera"). Rodzynki odsączamy i siekamy na mniejsze kawałki, obtaczamy lekko w mące. Skórkę i rodzynki mieszamy z ciastem bardzo dokładnie. Wykładamy całość do wyłożonej papierem do pieczenia formy keksowej. Wstawiamy do nagrzanego do 180°C piekarnika i pieczemy około godziny. Sprawdzamy patyczkiem czy ciasto się upiekło (będzie wilgotny, bo ciasto ma taką konsystencję). Po upieczeniu wyjmujemy z formy na kratkę. 

100 g mojego ciasta (2-3-centymetrowy plaster) ma około: 162,5 kcal, 2,8 WW i 0,5 WBT.

Jest zwarte i wilgotne, bardzo sycące. Moja stevia jest chyba niezbyt dobrze zmielona stąd wyczuwam jedynie delikatną nutkę słodyczy. Można jeść na śniadanie jak chlebek, z masełkiem i innymi dodatkami :)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11